czwartek, 7 kwietnia 2011

'' MARYJA M. JING I JANG CZYLI OBECNOŚĆ DWÓCH DŁONI.'' Z pamiętnika 2002 roku dworskiego obiadu.

Moje idealne życie... spełnione po przepięknym orgazmie, fali buchającej rozkoszy, tak utęsknionej... jakiś spokój zasiany w powietrzu dziś.. ukochane ..ukochane ..ukochane życie me..
Spojrzę przez pryzmat na to,czego nie chciałam dzisiaj widziec ,a jednak.. Zamykam oczy i istnieję tylko tam,w swoim ukochanym świecie. I uśmiecham się ciepło do dzieci.
Mąż czule mnie obejmuje,a naokoło słoneczniki,słoneczniki, mnóstwo żółtych słoneczników...

Po omacku dotchnęłam szafki. Wydała się taka zimna. Po omacku,choć przecież wcale nie ciemno, a wczesny, w połowie  lata,ranek. Czego szukam? Pytam sama siebie.. A,tak ,okulary!! Są!
Ubrałam je na oczy. Czyżby blask jaskrawej żółci przepięknych słoneczników ,poraził mi spojrzenie? Uśmiechnęłam się na wspomnienie dopiero co wyraznej jeszcze wizji tańczenia wsród wesołych dzieci słońca...
Teraz ubrałam swój wzrok i poczułam się jakby pewniej. Pewniej? W ciemności? Nie, oczy odbijają emocje,które potrafią zachodzić w obliczu zaistniałych wydarzeń. Zresztą nie tylko one,twarz
również,ale przecież twarzy nie zakryję, nie jestem muzułmanką.. Przywołałam rozsądek i spojrzałam na zegarek. Dochodzi za 15 minut 9. Za chwilę pojawi się oczekiwany gość.
Uznałam,że czas nałożyć ciasto na talerz,powędrowałam więc przemieszczając się z kuchni do pokoju. W korytarzu słyszałam dzwięk skraplającej sie wody. To z grzejnika.. Najwyższy czas na wymianę.
Odruchowo odwróciłam głowę, obejmując wzrokiem, czy wszystko wygląda tak jak powinno.Czasem męczył mnie mój perfekcjonizm,( wypolerowana posadzka lśniła jak lustro odbijając niebieskawe refleksy),
mimo to,napełniło mnie fala cudownego zadowolenia. Jestem przygotowana. Usłyszałam odgłos nadjeżdżającego pojazdu i w pośpiechu podbiegłam do okna. Jest ten gość wreszcie. Ciekawe jak wygląda.
Wycofałam się jednak z dalszych podpatrywań i pośpieszyłam do salonu. Za dokłanie pół minuty usłyszałam sygnał dzwonka i nacisnęłam palcem wskazującym na czerwony guzik.
-Dzień dobry- usłyszałam kobiecy i bardzo dzwięczny głos.
-Proszę- odpowiedziałam chyba nazbyt oschle i skalałam sięza to w duchu . Słyszałam stukot pantofli na schodach. Serce biło mi jak oszalełe.
-Witam- Stanęła przede mną bardzo szczupła kobieta, zbyt szczupła jak na moje oko. Średniego wzrostu,ubrana w szary kostium,starannie uczesana i jeszcze czarne pantofle.
Twarz miała piękną,bardzo młodą. Nerwowo zdjęłam okulary.
-Przepraszam za to.. zapalenie spojówek...- skłamałam gestem wskazując ,by kobieta weszła do środka.
Kobieta wyciągnęła dłoń na przywitanie , bez słowa już. Chłodne dłonie,ale jakże stanowczy uścisk. Hmm.  Po chwili siedziałysmy w salonie. Kobieta poprosiła o małą filizankę kawy. Kiedy postawiłam przed nią filiżankę, zaczęła:
-Po zapoznaniu się z Pani materiałem..-urwała. Głos miała miły,nie zaprzeczę .Spojrzałam na nia pytająco.
-...Chcę żebym dobrze była zrozumiana. Jedno niepowodzenie i 20 starań...
-Słucham?    - Oczy rozszerzyły mi się jeszcze bardziej, bo nie rozumiałam nic z tego ,co ta kobieta do mnie mówi. Zresztą przeciez nic z tego nie wynikało. Jeszcze.
- Jesteśmy instytucją,która na pierwszy cel stawia sobie..   - Poczułam jak ręce zaczynaja mi się pocić.
-Realne zamierzenia w jak najbardziej klarowny,przejrzysty sposób do osiągnięcia.
-Realne?
Nie odpowiedziała na moje pytanie,ale ciągła dalej:
-Przygotowałam pewne materiały. - Kobieta sięgnęła po czarną teczkę, której jakoś przedtem nie zauwżyłam.
-Chcę je pani zostawić na pózniejsze zapoznanie. Myślę,że dużo wyjaśnią.
-Dobrze,dobrze,ale nie rozumiem wcześniejszej wypowiedzi, jak to,czego oczekujecie? -POWOli czułam zirytowanie.
-Dobre pytanie,a Pani czego oczekuje? od siebie? od nas?
-Przecież wyraznie okresliłam to w moich zapiskach,swoje spostrzeżenia,notatki,ewentualne środki zapobiegawcze i zamierzenia.
-Tak zyski i straty to pewne. Zyski będą,już my się o to postaramy... Strat postaramy się uniknąć....jednak pytanie natury osobistej: czy jest pani sczęśliwa?
Pytanie całkiem wyrwane z kontekstu. Wnet zakrztusiłam się kawą.
-A co to ma do rzeczy?
-Czy może pani odpowiedzieć?
-Nie!  - Nie widziałam sensu ,by tłumaczyć się obcej osobie ze swoich odczuć związanych z  codziennością.
-Dlaczego? czy nie jest pani szczęśliwa?
-Jestem,nie jestem,zależy!
-zależy od czego? nastroju?
-nie rozumiem kontekstu tej rozmowy,do czego ona ma służyc? - Kobieta coraz bardziej mnie irytowała. Na dodatek pewnie oparta o fotel,  wyraznie sie rozluzniła. Z uśmiechem siegnęła po moje
ukochane ciasto. -Napewno pyszne- skinęła. -Jest pani świetną kucharką.
-Dziękuję- mruknęłam niezadowolona,że całkiem zignorowała moje  pytanie. Spojrzała mi w oczy z takim blaskiem,który od niej bił i niesamowity spokój spowodował,że jeszcze bardziej spochmurniałam. Miałam mieszane uczucia,jednak intuicyjnie czułam, że kobieta jest przyjaznie do mnie nastawiona. Przez dłuższą chwile trwała cisza. Nie chciałam przeszkadzac jej w konsumpcji mojego sernika. W końcu odezwała się- no coż,jeśli chce Pani z nami współpracować,musi Pani sobie uświadomic,czy jest Pani szcześliwa. To bardzo ważne,ponieważ,jak to sie mówi?  ''..w szcześciu wsystkiego są wszstkich cele..''
Kobieta wstała,a mnie kompletnie zamurowało. Jezu! Pomyślałam,o co jej chodzi? Jakaś dziwna!
Wyjęła z teczki jakieś arkusze papieru i starannie ułożyła je na stoliku. -Dziękuję za rozmowe. Niestety muszę już iść,mój czas jest bardo cenny.. Dam pani wizytówke i oczekuję odpowiedzi na meila.
-Odpowiedzi? czy jestem szcześliwa? -     Skinęła głową.
-ale ja jestem szcześliwa!!! jestem!! - krzyknełam już chyba zrozpaczona, bo zrozumiałam,że rozmowa w ważnej dla mnie sprawie ,może okazać sie zwyczajnym fiaskiem.
Ale kobieta już wychodziła.
-Dobrze to niech pani napisze o swoim szcześciu,do jutra,wtedy zobaczymy.. Dowidzenia.
  I ruszyła do drzwi.
-Przepraszam -dotchnęłam jej ramienia w geście zatrzmania.
-Właściwie jak pani sie nazywa?
-A tak,proszę.- wyjęła z kieszeni wiztówkę,podała mi ją z miłym uśmiechem i bez słowa wyszła.
Gdy drzwi sie zamknęły, ruszyłam do okna. Boże,co za dziwna kobieta!!!  Wyjachała dośc szbko,zdążyłam tylko zobaczyć granatowy kolor pojazdu,zresztą i tak nie znam sie na markach samochodów.Zamyśliłam sie, dziwne spotkanie,dziwna kobieta,dziwna rozmowa,z której nic nie wznikło... To wszstko przpominało jakieś magiczne działanie. Potrząsnełam głową,by sie ocknąc.. brrr..
Jakos zimno mi sie zrobiło... A wizytówka!!! Spojrzałam na karteczke, bz odczytać nazwisko..

                            JING I JANG CZYLI OBECNOŚĆ DWÓCH DŁONI.

                                                                                         MARYJA M.
Maryja M.??    Byłam coraz bardziej zdziwona..

Opis ten znalazłam w swoim pamiętniku, pisałam go dość dawno. Pamiętam,że od tamtej pory dokładnie zaczęłam przyglądać się szczęściu i jego istocie w swoim życiu. Zrozumiałam jak bardzo ważne jest to,by odkryć coś,co przynosi ogromną radość i uczucie szczęścia. Uwielbiam celebrować dni. I uwierzcie mi- szczęście potrafi przybierać przedziwne oblicza I przenika się jak Jing i Jang.. nie wiadomo gdzie i w czym je ujrzymy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz