sobota, 25 czerwca 2011

Milosc heh milosc.




Milosc  heh milosc...


Skolidowaly sie dni w ziemskie interreakcje ludzkie
i ludzkich tlumaczen,  bzdurnych absurbacji i znaczen
po bezlitosne gesty i slowa...




Heh od nowa, od nowa, milosc od nowa!
niechaj ujawni zródla wytrwale
swoich uczuc i dzialan w chwale!
Koniec z poczatkiem sie znaczy,
któz milosc w cierpieniu tlumaczy!

Nie karz mnie karac za omdlale znaki
i kroków bladzacych w mgle sie miotajac
bez wszelkich promieni w szarosci zadumy,
nie karz mnie tonac po dni swe ostatki...

Alez zamieni mnie slad wiecznej radosci,
co krazy skowronkiem nad szaroscia ziemi
i ja przebija w zywota istnieniu
po tysiackrotne istnienie milosci!!!

Zycie jakze wielkim nas czerpie strumieniem
i z siebie wykrzesza uczuc poklady,
raz madrze, raz w glupocie na braki skazuje
z  czlowieka  z nicosci  w dni ulotne wpatruje.
Niechaj juz sam los i ówczesny  zywot
 odmienia w milosci   i zgode buduje!




Josno.

środa, 22 czerwca 2011

By lato trwalo wiecznie...





Pod slonecznym dachem.



To  do mnie biegnie lato
w   porannym oddechu
i   w czynach pulsu ziemi

To dla mnie
 myje oczy w pospiechu
i  z rosa je caluje
bez sladu lez
bez smiechu konca
po bezkres

Dla ciebie sieje kwiaty
i zapach trawy rosi
i podniecenie slow
i zar ust w tchnienie
do nieba unosi

i z sloñcem  w trudzie 
 dzieci swe  rodzi
dla lata stopy stawiam
na tej a nie innej drodze

i  woñ w posmaku sie gubi
 by szukac znów od nowa
by kochac od niechcenia 
 narcyzowe slowa


i z latem niechaj wprzód
po wieczne ludzkie istnienia
na láki elizejskie
i w raj boski wstapienia

dzis rzecze przed nami
nie jeden w  swej radosci 
 lato  w sloñcu  zmienia
mlodosc       i     historie
 ludzkiego  spojrzenia



             Josno.



sobota, 4 czerwca 2011

The place to improve the world is first in one's own heart and head and hands. - Robert M. Pirsig





Od tygodnia biegam w tą i z powrotem nad atakowanymi przez katar i wszelkie drobnoustroje z powietrza, rozchuchanymi już,bo jakże marudnymi małymi potomkami. Herbatkę? ciastko? Nie,kakao...spacer? a na obiad... Dopada mnie zmęczenie ,zmęczenie i sens bieganiny,szarpania nerwów,bo przecież jakze śmielej wyrazić swój protest,by nie prowokować letniego powietrza i nie przywołać rzęsistej burzy? A lawina słów i wzajemnych pretensji zaatakuje kolejny tydzień? Zwłaszcza,że miasto jakby otoczone zostało ogromną kopułą, na dodatek ze szkła i grzeje nie miłosiernie,a powietrza jakby zahłannie wciąż brakowało płucom. W wyniku szalejącej,a może i wcale nie,bo osłabiającej skwary i braku tlenu należało nam się zaopatrzyć w małe wentylatory,które sprytnie rozstawiłam po kątach... Efekt.. trochę jakby lżej się oddycha...
Na cóż marzenia o cudnych wakacjach i gorącej atmosferze,o Hiszpańskiej 40 stopniowej gorączce w cieniu,wypad do sauny... Wakacjach,ale bez bieganiny,po wyluzowaniu totalnym...
Ale jak?
Na dodatek  po całej podłodze,od wejścia po korytarz,łazienkę i kuchnię wszędzie do stóp przykleja się jasny piasek,rodem z nadmorskiej plaży..  Tak oto powiedziało się A .. trzeba powiedzieć B... Ogródek czyszczony ze stosów polbruku,korzeni,kamieni,starych gałęzi i ..jasnego pisku..Przygotowywanie gruntu pod rośliny! Faktem jest to,iż trzeba byc konsekwentnym w wykonywaniu swych działań..Jednak czasem poprostu brak jakichkolwiek zapasów pozytywnych emocj,bo to musi być zrobione i tamto jeszcze i to jeszcze,jak zawsze... i domownikom też się udziela..Bo potem każdy do swych zajęć musi się udać,a ja? Rozesłałam konsekwentnie to co miałam rozesłać,w głowie powstaje kilka nowych pomysłów,do rysowania jakby się nie pali,do pisania wogóle,języka słucham  z wielkim przymuszeniem i na angielski nawet umysł mi się nie sili.... We wtorek idę na rozmowe kwalifikacyjną...jakże marzy mi się już w końcu ta praca... Nowi znajomi,nowe działania i horyzonty zmuszające do rozwoju,czas dla siebie i własnych możliwości,nie tych w  domu,które i tak właściwie nigdy nie będą docenione..
Może wkrótce nastanie czas i dla mnie wypadu do fryzjera,czy do kina ze znajomymi..



Długi weekend u Holendrów,bo Zielone Świątki..przyznam iż nie nadążam z mnogością holenderskich świątecznych dni,ale nie to jest najważniejsze... Gorąca pogoda, mnóstwo turystów. Jedziemy do Den Haag na morską plażę,naładować akumulatory..










Scheveningen jest jedną z ośmiu dzielnic w Hadze , a także główną atrakcją tego miasta. Scheveningen to nowoczesny kurort z długą piaszczystą plażą , placu , molo i latarni morskiej . Plaża jest popularny do uprawiania sportów wodnych takich jak windsurfing i kitesurfing.
 Przystań jest wykorzystywana dla rybołówstwa i turystyki. Najbardziej charakterystycznym budynkiem w Scheveningen jest Kurhaus, otwarty w 1886.





Południowa częśc portu jest punktem wyjścia dla wycieczek turystów i  połowów.



















Roczne konkurencje  rzeźby z piasku w Scheveningen








Scheveningen to najpopularniejszy kurort od strony morza w Holandii.. Miejscowości Scheveningen, zaledwie 15 minut tramwajem od centrum Hagi .  Wziąść głęboki oddech świeżego powietrza na plaży, pójść spacerując po zatoce lub wybrać się na zakupy Palace Promenade.





 Nowoczesne udogodnienia obejmują Sea Life Center, gdzie można spacerować w morzu przez tunele dla podziwiać widoki rekiny, płaszczki i innych form życia morskiego.Niestety z braku czasu nie udalo nam sie tam wejsc.
Znajduje sié tutaj równiez Muzeum Scheveningen,ktore daje swoim gościom żywy obraz historii tej dawnej wioski rybackiej,jej działalności połowowej i Morza. Muzeum ukazuje jakie dominowały czynniki w życiu codziennym i oddje  wsi  dawny niepowtarzalny charakter.

A teraz juz na plaze...