wtorek, 26 kwietnia 2011

De Efteling, Holandia.

Kochani u mnie czas swiateczny uplynal cudnie spokojnie,bez pospiechow i wielkich przygotowan. Postanowilam lepiej zorganizowac czas,by nie odczuc wscieklego rozdraznienia z przemeczenia,bo wiadomo,kobieta i tak z reguly wie najlepiej,co i gdzie powinno stac,co ma byc ugotowane i jak kto ubrany, efektem jest wielkie rozdraznienie,ktore doprowadza do lez,bo przeciez trzeba jeszcze zajac sie soba...pomalowac paznokcie,ulozyc wlosy ... a pozostali przygotowani i wielce znudzeni!?..Jak to?jeszcze nie gotowa??  co robilas? Zaciskalam zeby,choc czesto lzy same dawaly ujsciu swemu rozzaleniu,jak to tak mozna?,.,, i jak tu sie usmiechac... Stop!! Tak bylo kiedys, ale nie w tym roku!! Nic z tego kochani! Wzielam was sposobem! Przeciez to tylko trzy dni leniuchowania, bez wykorzystywania jeden drugiego, czas ktory ku mojemu przemysleniu moglby okazac sie wspanialym sposobem na naladowanie wszystkich akumulatorow... Wiekszosc spraw poprostu zrobilam wczesniej,zamiast stac nad pieczeniem,upieklam babeczke i dokupilam pyszny tort! Dzieki temu zaoszczedzilam sobie wiele pracy! Reszte obowiazkow podzielilam na pozostalych domownikow... Nawet z podarunkami od zajaczka zbytnio sie nie spieszylam! Efekt? -zadziwiajacy, dzieci zapomnialy... nic nie szukaly...na nic nie czekaly... Czyzby nasza tradycja zanikala.Bardzo zawsze zalezalo mi ,by zaszczepic w dzieciach chocby przedsmak polskich tradycji,malowania jajek, strojenie koszyczka,chodzenie ze swieconka..,




 (* a propo,lal,kiedy wybralismy sie do kosciola,az zbielalam,poniewaz nie spodziewalam sie tylu rodakow,moim oczom ukazal sie tlum ok.300 osob,o ile nie wiecej,bo ludzi ciagle przybywalo.. Dopiero wtedy dotarl do mnie ogrom polskiej emigracji,poniewaz osoby byly poprostu w kazdym,w kazdym wieku,od staruszkow po mlodziez i male bobaski,. Scena swiecenia przypominala smingus-dyngus,poniewaz ksiadz smial sie i lal kropidlem wielkimi strumieniami  wode,ktora mial w metalowym wiadrze..Smiech wszedzie,ale przynajmniej bylo wesolo i mila atmosfera...ale nie o tym teraz..)

   Efekt upominkow,czyli zajaczki,czekoladki,jajeczka... mialo byc skromnie,bo prezentem dla naszej czworki, Czy tylko dzieci maja sie cieszyc?..mial byc wypad do cudownej krainy bajek... okazalo sie ,iz znajduje sie jakies 10 km od nas... Bylo cudnie... nie jestem w stanie wyrazic tego,co czuje po pobycie w tym miejscu..ale wiem,ze pokochalam je ogromnie!!! ... Zrobilam sporo zdjec i chcialabym je wszystkie pokazac,chociaz zdjecia nie ukazuja tego,co widzielismy i jak sie czulismy,wiek nie mial tutaj znaczenia,bo zabawa byla ekstra!!!.... Przeciez caly czas jestesmy dziecmi,kazdy z nas...




De Efteling, Holandia

Jedna z najstarszych krain baśni w Europie. Można tu zwiedzić Las Baśni i Zamek Duchów oraz przejechać się Pytonem lub Piranią.



Pioro,ktore samo pisze....







W tle wielki ,wspanialy zamek..









To ja w tle cudnych tulipanow,ktore kwitly po prostu wszedzie...






Wodny szlak wsrod wodospadow i pradow...super!








Trasa Pythona...brr ..niesamowita predkosc..

Uwaga na glowe!










Strasznie trzeslo,ale nawet synus tam byl!!!









Szlak tej przejazdzki jest bajkowy,wogole jak wszystkie atrakcje tutaj.Jechalismy przez cudne mostki nad rzeczka,przez tunel ,lasek i wsrod lak...







Jutro dalsza czesc ,poniewaz dzis niestety zbraklo mi czasu,ale mam jeszcze tak duzo do pokazania z naszej wyprawy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz