środa, 5 września 2012


Jakos po polnocy,jakos przed pierwsza juz,w nocy.. ziewam  bezustannie,oczy zmeczone wypatrywaniem ledwo co odrozniaja ksztalty  dalej niz jakies metr od siebie..i znow ziewam..nie moge spac nic a nic,ani troche..a rano do pracy..
Odbylismy dzis 4 godzinny maraton walking,na dotlenienie,na pozwiedzanie okolic, na zachwyt nad kwitnacymi kwiatami  (jeszcze),latajacymi mewami,plynaca rzeczka i stojaca biernie woda w przepieknych parkowych stawach.. znow ziewam
poza tym..



''no offense
my ze soba czerpiemy przyjaznie
otuleni mga namietnosci
otuleni dotykiem ust
zapomnianym/zapominamy

na wszelkie namietnosci skladamy swe dlonie
swe czola chylimy
w gescie zapomnienia
w niestrudzonym dazeniu do swiata

gdyby dni byly rozkosza
i rozkosza zycie by pozostalo
gdyby nic nam nie brakowalo
nie wiedzielibysmy czym jest malo

a teraz po wszelakich wnioskach
teraz siebie szukamy
ja pozostaje soba w milczeniu
w tworzeniu radosci na tyle
na ile zdolam uniesc czolo

zapomniec nie zdolam lirycznych strun
i w nich nie moge pozostac obojetna
za zbyt szalony skwar ktory spieka usta
za lyk powietrza w plucach
ani przez moment          no offense  '' Josno.








''w  pamieci

herbaciane liscie popoludniowym zarem slonca
na zwyczajnym podmurze ususzone...

zawiniete nici nietrwale juz w dniach ognistych
plomieniami pokruszone..

i pergaminy zbrazowiale niczym nieopisane
 pozostaly nie poznane..

dmuchnal zapomniany wiatr tam gdzie zaczynamy
tam gdzie sie trudzimy
rozplynely sie liscie nici i niezapisane pergaminy..''   Josno.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz