niedziela, 13 listopada 2011

Ukochane polskie zdania.




                              Kurcze,nie dziwią mnie już zachowania obcojęzycznych ludzi... śmieszne miny,śmieszne odpowiedzi czy witania,ale śmieszne tylko z mojego,pewnie zwężonego punktu widzenia.
Wcale mnie nie dziwią ubiory,turbany na głowach,wytatuowane całe ciała,długie i jaskrawe sukienki sułtanów,ciemne ubiory i zakryte twarze i nogi kobiet,których ogrom na około wszędzie...
Nic mnie już nie dziwi,przyzwyczaiłam się totalnie do wesołych min Holendrów,do rozgadanych ciemnoskórych,do tureckich rodzin,którzy nie zwracają uwagi na nic i na nikogo,do Polaków,którzy szeptają coś między sobą i spoglądają nieufnie...
Do tysięcy rowerów pojawiających się dosłownie wszędzie,do matek,które potrafią pomieścić na jednym rowerze czworo dzieci...Do holenderskich dzieci,które mimo minusowej temperatury rano przed lekcjami,zajadają ze smakiem lody... skaczą po murach,kopią piłki gdzie popadnie,zaczepiają się na wzajem,a wiosna skaczą z mostków prosto do rzeczki,do 6 latków,którzy wędrują z wędkami na ryby,i do 13 -latków,którzy wielce zakochani trzymają się za ręce i całują na spacerze...
Kurcze,w ogóle nie zwracam już na to uwagi,no bo właściwie po co,kraj jak kraj,wielkiego luzu,wielkiej tolerancji,ludzie jak wszędzie,zachowań jest tyle ilu ludzi na świecie,mam wrażenie,ze tutaj nikt ich nie tłumi,każdy jest sobą,każdy czuje się dobrze. Czas jakby szybciej płynie lecz spokojniej,bez wielkich ceregieli i nerwów. Wtapiamy się w to wszystko,bo uczymy się integracji z mieszkańcami,rozmów z nimi i obcowania. jednak jeśli chodzi o religie czy kulturę i obyczaje danych przedstawicieli swojego kraju,to jasne każdy rozumie,każdy ma prawo do swoich wyznań,przekonań a co najważniejsze do pielęgnowania własnej kultury narodowej.

Holenderska Pani logopeda,której skrupulatnie próbowałam wytłumaczyć,że w naszym języku znajdują się literki:ś,ć,ą,ę,sz,sz,ż..,wielce rozbawiona ,gdyż nie mogła ich wymówić,mówiła,iż absolutnie,absolutnie muszę uczyć swojego syna poprawnie wymawiać po polsku,gdyż to nasz ojczysty język,i w domu właśnie musimy po polsku rozmawiać.No tak,przecież ja to wszystko wiem,bo inaczej się nie da,skoro mi holenderski to trzeba młotkiem wbijać..(no i w domu też tak wygląda ,bo właśnie syn śmieje się ze mnie do rozpuku,gdy próbuję coś z siebie po holendersku wymóżdżyć,no i wymądrza się wielce,że dla niego to proste bardzo..) A do pisania polskich literek to jakoś nie ma zapału się zabrać..

Przyzwyczaiłam się i jeszcze bardziej muszę się przyzwyczajać do innego pisania zdań,wyrażania swoich myśli,wymawiania innym dialektem i akcentem własnego zdania, chyba bardziej stanowczym i dosadnym.
Kurcze,a ja tak bardzo kocham nasz język polski.
To właśnie Holendrzy uczą swoje dzieci od najmłodszych lat ekspresji,własnego zdecydowanego wyrażania zdań i decydowania w życiu co jest dla nich najlepsze,bez przejmowania się tym,co myślą inni,nawet jeśli czasem nam Polakom te zachowania wydają się strasznie ogłupiałe,a dzieci jakieś nadpobudliwe,które mają dziesiątki pomysłów na minutę...


                                                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz