czwartek, 23 maja 2013

Równowagi,równowagi i spokoju!

Koncze czytac ksiazke o namietnosci,milosci,tesknocie.

podnioslam glowe
pochylilam czolo
pod stopy upadlo mi piórko
zbyt delikatne by je zdeptac
zbyt ulegle by walczyc z wiatrem
podnosze je zatem i chowie w jednej dloni
prosze o natchnienie
o plomien by rozpalil ogien
czy zatem ponownie puscic je na wiatr
czy pielegnowac niczym zlota nitke w kanwie
czy bronic czy chronic pomimo wszystko
                 Josno.


 Dzis nie sile sie na szybkie wstanie,choc machinalnie o 5 rano zeszlam po schodach i wypuscilam psa na podworko. To wszystko,poza tym nie spie juz od 8,leze pod koldra do 12. W koncu zmuszona wyuczonym dzialaniem,ze przeciez trzeba zrobic dzieciom obiad,znow machinalnie wstaje. Jestem dzis spokojna,nie dopuszczam do siebie najmniejszych halasow i istniejacych problemow,przynajmniej sie staram. Mimo mojej spokojnosci,oczy zeszklily sie. Znow przed soba widze cala moja droge,obrazy pojawiaja sie i znikaja. Chce znow analizowac,choc juz nie potrafie. Wydaje mi sie,ze wszystko moglam tak poprostu sobie wmowic,ze cos o czym przestane myslec poprostu zwyczajnie przestanie istniec. Czy to takie proste? czy swiat na to pozwala? Zupelnie inaczej jest w druga strone. Jesli o czyms zaczne intensywnie myslec,powolam to do zycia. W kacikach ust czuje slony smak..czasem zwyczajnie nie ma juz sil na przywolywanie tego czego sie pragnie,nie czasem,wiecej niz czasem. Znow pieka mnie oczy,nie mam ochoty nikomu patrzec prosto w twarz,gdyz boje sie,ze odgadna stan mojej duszy. Ale ci co mnie znaja,nie musza patrzec mi w oczy,wystarczy,ze spojrza na moje dlonie ,gesty,ledwo widoczny usmiech. Wstaje wiec,myje zeby,zaczesuje wlosy do gory,w mysi ogon,ubieram luzne dresy i wlaczam na cala glosnosc muzyke. Chce odgonic mysli,lub moze pozostawic je w takim stanie jakim sa, refleksyjnym, uspokojonym, wyciszonym zludnie,bo gdybym mogla zaszyc sie pod koldra i plakac dwie godziny,z pewnoscia wyplakalabym caly potok mysli,ktore sa we mnie. Ale ja kocham swoja autentycznosc. I teraz jest mi to na reke,nie mam ochoty sie ich pozbywac. Chce tkwic w nich,i tyle. Usprawiedliwiam sie wiec brakiem czasu na placz i schodze na dól. Zagladam do lodowki z powodu zupelnego braku pomyslu na obiad. Wyciagam wiec z ulga zamrozone pierogi. Pozwoli dzis mi to na dluzsze cieszenie sie chwila. Blogoslawione sa mrozonki dla zabieganych ludzi.

Ktos dzwoni z pretensjami. A jednak ...otoczenie ze wszytkich sil stara sie mnie rozpraszac, przyciaganac swoja uwage,oderwac od tego w czym sie upajam,stara sie mnie wkurzyc, gdyz wie,ze nie znosze chamstwa i niesprawiedliwej oceny sytuacji. Nie wsciekam sie,zamiast tego..grrr...,po czym przybieram nieskazitelny wyraz twarzy,by nie dac po sobie niczego poznac,jak bardzo mnie to zabolalo,choc chcialam dobrze dla wszystkich. Wiem,ze ten pozorny spokoj w kazdej chwili moglby byc zburzony nawet jednym slowem,czyms co by mnie zabolalo,uderzylo w moja autentycznosc,pretensjonalna zaczepka. Wlasnie dlatego,dzis domownicy,pozostawiaja mnie w spokoju. Znaja mnie dobrze,wiedza,iz moglabym wybuchnac jak wulkan ,goraca lawa lub niekonczacym sie strumieniem wody szybkiego wodospadu.. Popijam kawe,mam jeszcze cale 5 minut. Zyje ostatnio w ciaglym biegu,w jakim nie zylam nigdy. Przyzwyczailam sie i ciagle mam nadzieje,ze jakos ogarne wszystkie zalegle sprawy... a teraz  juz ..klik...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz