Nam daleko do siebie,choc blisko mamy swe dlonie,skostnialy na odwrot w oczekiwaniach. Lzy wysusza policzkowo-slony ocean,slowa przepelnia dzban zalu,dawno juz powyzej miary. A my ,jak pogubione dzieci zycia,stoimy obok siebie,i jedno i drugie nie patrzy w oczy,to byloby nie w porzadku dla naszej milosci. Ona poczulaby sie urazona,zmienilaby sie w panne niewdziecznice ( z piorunami na wszystko wokolo). Wtem ,gdy jedno upomi drugie o to,owo i tamto,allo...allo..
Gdziez wtedy? gdzie chowasz ramiona? gdzie dotyk ust i dreszcz ucieszenia w cieple twych dloni? gdzie usmiech? gdzie radosc i blizniaczy szept: kocham cie.. Zamiast tego obrazeni na wlasne frustracje,obrazeni na latajacy kurz,na nieodswiezone relacje,na chwilowe spotkania,na role w zyciu grane. Gdziez ty?gdzie chowasz ramiona? gdzie trzymasz w ukryciu swa milosc?
ona poszla z ta niewidoma pania,ktora codzien wyprowadza swojego psa na spacer,poszla z ta staruszka,ktora z daleka krzyczy:dzien dobry,i z dziecmi grajacymi w pilke..
gdzie ona?
spi kolo mnie,i wita mnie po szkole i pyta sie,co slychac.. to ona.
A ty-gdzie ja schowalas? gdzie masz jej zar palacy?
w nocnym pragnieniu tej wlasnie mocy..
w codziennym natchnieniu..
w szkicowniku- choc teraz oczekujaca pustka..
w pamietniku wyschnietym i ubrudzonym od lez..
u przyjaciol,choc takowi znikneli..
w dzwiekach gitarowych strun..
THIS BLOG IS ABOUT MY DAYS. ... by zanurzać się całym swym istnieniem każdego dnia,by być i rozpieszczać swoje jestestwo na tej ziemi :)
sobota, 6 kwietnia 2013
niedziela, 24 marca 2013
''Wierszykowe sprawy zapraszaja dzieci do zabawy''.
W zwiazku z tym,ze ukazala sie moja pierwsza ksiazeczka dla dzieci,zapraszam do zapoznania sie z nia. Podaje stronki.
http://www.empik.com/wierszykowe-sprawy-snopek-storzynska-joanna,p1065838483,ksiazka-p
http://www.skapiec.pl/site/cat/1046/comp/721245
Wierszyki z ksiazeczki:
Motyli trzepot rzês
Zatrzepotal raz motyl rzêsami.
I cóz siê stalo? Nic, tak miêdzy nami.
Rozlozyly platki rózowe, zólte i pomarañczowe tulipany.
I herbaciane róze
uniosly wyzej glówki przy domowym murze.
Dab zaszumial galêziami... i wiecie co? Cii... to miêdzy nami,
wiewiórki pocalowaly siê nosami!
A kiedy ten motyl tak oczka to w lewo, to w prawo obracal,
to jakby caly park przy blokowisku oszalal.
Rozcwierkaly siê sikorki bogatki, rozpukaly dudki,
a ze stawu wszystkie chyba plotki wystawily glówki.
Lecz to nie koniec wcale,
powstalo przedstawienie niemale!
Zatrzepotal motyl rzêsami i...
Zajac przebiegl nieduzymi susami.
A borsuk objadal siê lesnymi jagodami,
a kiedy skubal i skubal, pojawily siê dwa bobry,
które budowaly tamê i nabawily siê wodnej febry.
Tak zatem teraz rozlozone na lace
susza siê w cieplym sloñcu,
a dalej skacze… wciaz jeden? Nie!
Wiêcej ich! Zajace!
Och, zajace, uwazajcie! W trawie idzie jez!
On was pokluje iglami, ten malutki zwierz!
Sarenka nadstawia uszy, gdy maly szmer,
och, alez ona plochliwa, znika wsrród krzewiastych drzew.
Taka strachliwa!
A motylek gdzie?
Siedzi na kwiatku, a kwiatek w doniczce,
doniczka na parapecie.
Och! Ale czy wy wiecie? Zatrzepotal raz motyl rzêsami...
I cóz siê stalo? Ano nic... tak miêdzy nami...
Sloñ, który chodzil boso
Wiem to, wiem, oj, na pewno.
Gdy na trawie pierwsza rosa,
sloñ uwielbial chodziæ boso,
na dodatek w kapeluszu,
tak by nie zaslaniac uszu.
Czasem w nocy gwiazdy liczyl,
kiedy dosc siê ich naliczyl,
trabil do ksiêzyca,
ze on sloñ jest, nie wilczyca.
Z tej okazji to natychmiast rzada:
niech jak mlody bóg wyglada...
laki pelnej kwiatów, szesc tuzinów siana,
woda w strumyku niech plynie od rana.
A kiedy jest noc,
zyrafa niech przyniesie w cêtki koc.
Wtedy dalej do gwiazd wzdycha,
bo z milosci usycha...
Do tej sloniowej Anieli,
co ja wszyscy widzieli,
jak makowym kwiatem ucho ozdobila,
tak to zalotników wabila.
Dalej jeszcze, bêdzie szczery,
chce szalasy mieæ okazale,
no cóz, przydalyby siê dwa rowery
trochê wiêksze, nie za male.
Koszyk bananów i daktyli,
tak by slonie w zgodzie zyli.
Na dodatek, niech im bêdzie,
wiem to nazbyt pewnie,
slonie lubia chodziæ boso,
tak to juz siê slonie nosza...
Na dodatek w kapeluszach
i w swych duzych sloniowych uszach.
Wiem to, oj, na pewno,
sloñ uwielbial chodzic boso,
nie chcil³ butów ani klapek,
twierdzil, zee siê nogi poca. Joanna Snopek-Storzynska
http://www.empik.com/wierszykowe-sprawy-snopek-storzynska-joanna,p1065838483,ksiazka-p
http://www.skapiec.pl/site/cat/1046/comp/721245
Wierszyki z ksiazeczki:
I cóz siê stalo? Nic, tak miêdzy nami.
Rozlozyly platki rózowe, zólte i pomarañczowe tulipany.
I herbaciane róze
uniosly wyzej glówki przy domowym murze.
Dab zaszumial galêziami... i wiecie co? Cii... to miêdzy nami,
wiewiórki pocalowaly siê nosami!
A kiedy ten motyl tak oczka to w lewo, to w prawo obracal,
to jakby caly park przy blokowisku oszalal.
Rozcwierkaly siê sikorki bogatki, rozpukaly dudki,
a ze stawu wszystkie chyba plotki wystawily glówki.
Lecz to nie koniec wcale,
powstalo przedstawienie niemale!
Zatrzepotal motyl rzêsami i...
Zajac przebiegl nieduzymi susami.
A borsuk objadal siê lesnymi jagodami,
a kiedy skubal i skubal, pojawily siê dwa bobry,
które budowaly tamê i nabawily siê wodnej febry.
Tak zatem teraz rozlozone na lace
susza siê w cieplym sloñcu,
a dalej skacze… wciaz jeden? Nie!
Wiêcej ich! Zajace!
Och, zajace, uwazajcie! W trawie idzie jez!
On was pokluje iglami, ten malutki zwierz!
Sarenka nadstawia uszy, gdy maly szmer,
och, alez ona plochliwa, znika wsrród krzewiastych drzew.
Taka strachliwa!
A motylek gdzie?
Siedzi na kwiatku, a kwiatek w doniczce,
doniczka na parapecie.
Och! Ale czy wy wiecie? Zatrzepotal raz motyl rzêsami...
I cóz siê stalo? Ano nic... tak miêdzy nami...
Sloñ, który chodzil boso
Wiem to, wiem, oj, na pewno.
Gdy na trawie pierwsza rosa,
sloñ uwielbial chodziæ boso,
na dodatek w kapeluszu,
tak by nie zaslaniac uszu.
Czasem w nocy gwiazdy liczyl,
kiedy dosc siê ich naliczyl,
trabil do ksiêzyca,
ze on sloñ jest, nie wilczyca.
Z tej okazji to natychmiast rzada:
niech jak mlody bóg wyglada...
laki pelnej kwiatów, szesc tuzinów siana,
woda w strumyku niech plynie od rana.
A kiedy jest noc,
zyrafa niech przyniesie w cêtki koc.
Wtedy dalej do gwiazd wzdycha,
bo z milosci usycha...
Do tej sloniowej Anieli,
co ja wszyscy widzieli,
jak makowym kwiatem ucho ozdobila,
tak to zalotników wabila.
Dalej jeszcze, bêdzie szczery,
chce szalasy mieæ okazale,
no cóz, przydalyby siê dwa rowery
trochê wiêksze, nie za male.
Koszyk bananów i daktyli,
tak by slonie w zgodzie zyli.
Na dodatek, niech im bêdzie,
wiem to nazbyt pewnie,
slonie lubia chodziæ boso,
tak to juz siê slonie nosza...
Na dodatek w kapeluszach
i w swych duzych sloniowych uszach.
Wiem to, oj, na pewno,
sloñ uwielbial chodzic boso,
nie chcil³ butów ani klapek,
twierdzil, zee siê nogi poca. Joanna Snopek-Storzynska
piątek, 22 marca 2013
,,Wiosna,wiosna...wiosna ach to ty...''
Przyszla wiosna choc wcale jej nie widac,bo wiatr szaleje,bo od czasu do czasu snieg sypnie jeszcze,bo w nocy na minusie i szyby rano oszronione,bo krokusy zmarzniete...ale wiosne sie czuje, choc my przemarznieci.Lecimy na dwor,gdy slonce choc na chwile sie pokazuje,lakniemy kazdego promienia,stesknieni za cieplem.
Grabimy trawe choc mrozno,czyscimy ogrodki,chcemy myc okna choc pogoda nie pozwala.
Juz nie biegam,juz nie placze slow,nie drza mi dlonie ze zdenerwowania,choc zdarzy sie,ze cos upuszcze na podloge i z hukiem sie rozbija.Nie klne jednak,nie wrzeszcze. Wole patrzec przed siebie.
Zdarza sie ,ze wypijam energika,z braku energii wlasnie. Dlaczego jestesmy tacy wypompowani? Bo za oknem znow pada deszcz,czasem snieg,bo za oknem wieje wiatr i slonce nie pokazuje sie.Dlatego wlasnie..wlasnie dlatego..
Kiedy wiec pojawilo sie pierwsze slonce kazda wolna chwile,a bylo ich malutko,spedzam na dworzu.Znow unosze twarz do gory,znow ogrzewam swoja energie. Krotko to trwalo,dzis na przemian,raz snieg ,raz deszcz i szaro naokolo.
Zapalam wiec swieczki w calym domu,gdzie tylko sie da,by plonely ogniem. Poswiata iskier odbija sie w lustrzanych szybach okien. Na podlogach cebulki hiacyntow,narcyz,,stoja tez ogrodowe azalie,ktore juz puszczaja paki,oczekuja w domowym zaciszu cieplejszych dni.
Zaluje,ze nie moge robic zdjec,aparat popsuty,nic z nim nie da sie zrobic. Narazie wiec ciesze oczy swoimi roslinkami,z nadzieja,ze wkrotce pochlonie mnie praca w ogrodku. A jest tam naprawde co robic!
Bylam dzis w biurze podrozy,zaopatrzylam sie w katalogi wycieczek do roznych krajow. Oczywiscie jak zaczarowana wpatruje sie caly wieczor w zdjecia cudownych slonecznych wysp,raf kolarowych ogrzanych sloncem...Dzis wlasnie marze ,by tam sie znalezc...
Grabimy trawe choc mrozno,czyscimy ogrodki,chcemy myc okna choc pogoda nie pozwala.
Juz nie biegam,juz nie placze slow,nie drza mi dlonie ze zdenerwowania,choc zdarzy sie,ze cos upuszcze na podloge i z hukiem sie rozbija.Nie klne jednak,nie wrzeszcze. Wole patrzec przed siebie.
Zdarza sie ,ze wypijam energika,z braku energii wlasnie. Dlaczego jestesmy tacy wypompowani? Bo za oknem znow pada deszcz,czasem snieg,bo za oknem wieje wiatr i slonce nie pokazuje sie.Dlatego wlasnie..wlasnie dlatego..
Kiedy wiec pojawilo sie pierwsze slonce kazda wolna chwile,a bylo ich malutko,spedzam na dworzu.Znow unosze twarz do gory,znow ogrzewam swoja energie. Krotko to trwalo,dzis na przemian,raz snieg ,raz deszcz i szaro naokolo.
Zapalam wiec swieczki w calym domu,gdzie tylko sie da,by plonely ogniem. Poswiata iskier odbija sie w lustrzanych szybach okien. Na podlogach cebulki hiacyntow,narcyz,,stoja tez ogrodowe azalie,ktore juz puszczaja paki,oczekuja w domowym zaciszu cieplejszych dni.
Zaluje,ze nie moge robic zdjec,aparat popsuty,nic z nim nie da sie zrobic. Narazie wiec ciesze oczy swoimi roslinkami,z nadzieja,ze wkrotce pochlonie mnie praca w ogrodku. A jest tam naprawde co robic!
Bylam dzis w biurze podrozy,zaopatrzylam sie w katalogi wycieczek do roznych krajow. Oczywiscie jak zaczarowana wpatruje sie caly wieczor w zdjecia cudownych slonecznych wysp,raf kolarowych ogrzanych sloncem...Dzis wlasnie marze ,by tam sie znalezc...
poniedziałek, 4 marca 2013
Powracam do niej..
Powracam do Maryi M,nie pyta o nic,bo ja milcze,szukalam,ona czekala,teraz to wiem..Powracam jakbym nigdy ani na chwile nie tracila jej z oczu..choc nie patrze,choc czasem zwyczajnie nie mysle,wiem ze poprostu jest.. Nie powiem,ze padam na zwyczajowy ''pysk'',choc padam. Wypalona jak swieca czepiam sie ostatnich iskierek radosci,na chwile. I czepiam sie jej,Maryi M..Niewatpliwie sama jeszcze niepewna dlaczego i po co...Po cos jednak nakazala mi spojrzec w swoja strone. To nie jest tak do konca jak myslisz.. Jasne,zapal wiec swiece,zapal swiece na stole i w sercu. Maryjo M. zrob to szybko!
niedziela, 17 lutego 2013
''Trzeba umiec isc sloneczna strona zycia.'''Maria Radziewiczowna.
''Czasami mysle,ze wspinam sie dlatego,aby przekonac sie,jak droga jest mi nasza szara codziennosc. Wracajac poznaje,jak smakuje kubek goracej herbaty po dniach pragnienia,sen po wielu nieprzespanych nocach, spotkanie z przyjaciolmi po dlugiej samotnosci,cisza po godzinach przezytych w przerazliwej wichurze.''Wanda Rutkiewicz
Godzina 7,zbliza sie wieczor..Robi sie szaro na zewnatrz.. Powraca ona ,niechaciana, niewspominana, od nowa dotyka ust, glaszcze wlosy, caluje oczy, piesci dlon.
Wtedy one drza,drza rece,gdy zalewam kawe,gdy wychodze na spacer,slabnie krok,oddech swista,gdy zamykam oczy czekajac na sen. Tylko ona jest ze mna,choc nie przytula,choc dreczy samotnoscia i owiewa zimnem,sciska piesci w bolu,skronie zaciska i lzy wydusza,choc juz dawno sie wyczerpaly,dawno wyschly,znow splywaja jedna po drugiej.. moge powiedziec o niej zbyt wiele lub nic. Jest i jej nie ma. Pojawia sie niespodziewanie,znika,by znow powrocic. Zasmuca,przywoluje zal serca,rozpala cialo. To wlasnie ona,mozemy ja uwielbiac,nienawidziec,przyzwyczajac sie do niej,obcowac na codzien,wariowac przez nia. Choc wcale jej nie zapraszasz,przychodzi i siada naprzeciwko ciebie,podaje ci kanapke z nuttel?,zaparza gorzka herbate,podstawia bezowy tort pod nos,rozkazuje ubrac sukienke,ulozyc wlosy,owiac sie najpiekniejszym zapachem. Ona jest zawsze: Kobieca tesknota.
Wiem o tej tesknocie zbyt wiele,tak wiele,ze zaprzyjazniam sie z nia.Zyc z nia,to jak zyc z ograniczonym powietrzem,majac wrazenie,ze w kazdej chwili moze sie skonczyc i ukoic nasz bol istnienia, najgorsze,ze wybor pomiedzy nia a utrata jej,nie oznacza czegos co jest jedno lepsze od drugiego,pozbywajac sie jej utracamy namietnosc,pozostajac z nia ,ona nas zabija,co innego ,by nie tkwic w niej,tylko posunac sie dalej,zupelnie zwyczajnie zastepujac ja spelnieniem,spelnieniem tego,
do czego tyle dni sie tesknilo.Lecz po kazdym spelnieniu,ona pojawia sie znowu. Ale czasem kobiety nie chca juz poprostu tesknic. Oczekuja zwyczajnego spelnienia. Kolejnego i kolejnego ciagu spelnien kobiety.
Godzina 7,zbliza sie wieczor..Robi sie szaro na zewnatrz.. Powraca ona ,niechaciana, niewspominana, od nowa dotyka ust, glaszcze wlosy, caluje oczy, piesci dlon.
Wtedy one drza,drza rece,gdy zalewam kawe,gdy wychodze na spacer,slabnie krok,oddech swista,gdy zamykam oczy czekajac na sen. Tylko ona jest ze mna,choc nie przytula,choc dreczy samotnoscia i owiewa zimnem,sciska piesci w bolu,skronie zaciska i lzy wydusza,choc juz dawno sie wyczerpaly,dawno wyschly,znow splywaja jedna po drugiej.. moge powiedziec o niej zbyt wiele lub nic. Jest i jej nie ma. Pojawia sie niespodziewanie,znika,by znow powrocic. Zasmuca,przywoluje zal serca,rozpala cialo. To wlasnie ona,mozemy ja uwielbiac,nienawidziec,przyzwyczajac sie do niej,obcowac na codzien,wariowac przez nia. Choc wcale jej nie zapraszasz,przychodzi i siada naprzeciwko ciebie,podaje ci kanapke z nuttel?,zaparza gorzka herbate,podstawia bezowy tort pod nos,rozkazuje ubrac sukienke,ulozyc wlosy,owiac sie najpiekniejszym zapachem. Ona jest zawsze: Kobieca tesknota.
Wiem o tej tesknocie zbyt wiele,tak wiele,ze zaprzyjazniam sie z nia.Zyc z nia,to jak zyc z ograniczonym powietrzem,majac wrazenie,ze w kazdej chwili moze sie skonczyc i ukoic nasz bol istnienia, najgorsze,ze wybor pomiedzy nia a utrata jej,nie oznacza czegos co jest jedno lepsze od drugiego,pozbywajac sie jej utracamy namietnosc,pozostajac z nia ,ona nas zabija,co innego ,by nie tkwic w niej,tylko posunac sie dalej,zupelnie zwyczajnie zastepujac ja spelnieniem,spelnieniem tego,
do czego tyle dni sie tesknilo.Lecz po kazdym spelnieniu,ona pojawia sie znowu. Ale czasem kobiety nie chca juz poprostu tesknic. Oczekuja zwyczajnego spelnienia. Kolejnego i kolejnego ciagu spelnien kobiety.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Tam dom twoj,gdzie serce twoje..
Dom.
Zawsze nam mowiono,ze dom jest tam,gdzie serce twoje..ale moje serce jest w wielu miejscach,tam gdzie stawialam pierwsze kroki,tam gdzie dorastalam,beztrosko tanczylam,gdzie uczylam sie,gdzie bylam z rodzina,gdzie zwiedzalam piekne miejsca,ogladalam wschody slonca,calymi nocami pochlonieta lektura...gdzie chodzilam na spacery,gdzie mam przyjaciol,gdzie spotykaly mnie pierwsze zakochania,pierwsze porywy serca..czy wszedzie tam jest dom? Dom,spokojna przystan,gdzie po nuzacym dniu leniwie zajadamy sie ciastkami,gdzie spogladamy na nasze wrzeszczace pociechy,gdzie spokojnie zamykamy oczy gotowi na przyjecie snu i oczekujemy kolejnego pieknego poranka. Dom,gdzie dzwoni budzik a gazety reklmowe czekaja juz pod drzwiami.
Dom,gdzie pachnie sernikiem i wanna kusi kapiela..
Mamy swoj dom. Wiec jest teraz rozgardiasz..Bez internetu,a to juz wogole katastrofffaaa..! Lece wiec do tureckiego sklepu,gdzie mozna kupic praktycznie wszystko procz spozywczych rzeczy,telefony,lancuszki,zeszyty,lakiery,karty,proszki..Przy oknie stoja dwa stare komputery. Monitora nie mozna obrocic ani w prawo ani w lewo,pewnie dlatego by wlasciciel widzial na jakie strony sie wchodzi. Pol godziny internet-mowie mu,po czym mlody turecki mezczyzna wstaje i idzie zresetowac komputer. Place 1 euro,50 centow za 15 minut,dopiero wtedy zalacza mi sie strona. Pisze wiec w pospiechu.Sprawdzam tez poczte w pospiechu,lustrujac najwazniejsze wiadomosci.
Ale o czym to ja chcialam... No tak..w domu rozgardiasz..ciuchy we workach,szafy nie poskladane,bialo od szlifowania scian..masakra,a my w tym wszystkim pedzacy do pracy,do szkoly,do domu...
Nerwy juz puszczaja,zbyt zmeczeni tym remontem,
zakupami,jezdzeniem po to i owo,zagryzamy usta.. tesknimy za leniuchowaniem...za pieknem otoczenia,ba wlasnie po to ten remont! Zreszta pomalutku pierwsze kroczki jz widac.. ojjj...
byle do wiosny w naszym ukochanym domuuu!!
Zawsze nam mowiono,ze dom jest tam,gdzie serce twoje..ale moje serce jest w wielu miejscach,tam gdzie stawialam pierwsze kroki,tam gdzie dorastalam,beztrosko tanczylam,gdzie uczylam sie,gdzie bylam z rodzina,gdzie zwiedzalam piekne miejsca,ogladalam wschody slonca,calymi nocami pochlonieta lektura...gdzie chodzilam na spacery,gdzie mam przyjaciol,gdzie spotykaly mnie pierwsze zakochania,pierwsze porywy serca..czy wszedzie tam jest dom? Dom,spokojna przystan,gdzie po nuzacym dniu leniwie zajadamy sie ciastkami,gdzie spogladamy na nasze wrzeszczace pociechy,gdzie spokojnie zamykamy oczy gotowi na przyjecie snu i oczekujemy kolejnego pieknego poranka. Dom,gdzie dzwoni budzik a gazety reklmowe czekaja juz pod drzwiami.
Dom,gdzie pachnie sernikiem i wanna kusi kapiela..
Mamy swoj dom. Wiec jest teraz rozgardiasz..Bez internetu,a to juz wogole katastrofffaaa..! Lece wiec do tureckiego sklepu,gdzie mozna kupic praktycznie wszystko procz spozywczych rzeczy,telefony,lancuszki,zeszyty,lakiery,karty,proszki..Przy oknie stoja dwa stare komputery. Monitora nie mozna obrocic ani w prawo ani w lewo,pewnie dlatego by wlasciciel widzial na jakie strony sie wchodzi. Pol godziny internet-mowie mu,po czym mlody turecki mezczyzna wstaje i idzie zresetowac komputer. Place 1 euro,50 centow za 15 minut,dopiero wtedy zalacza mi sie strona. Pisze wiec w pospiechu.Sprawdzam tez poczte w pospiechu,lustrujac najwazniejsze wiadomosci.
Ale o czym to ja chcialam... No tak..w domu rozgardiasz..ciuchy we workach,szafy nie poskladane,bialo od szlifowania scian..masakra,a my w tym wszystkim pedzacy do pracy,do szkoly,do domu...
Nerwy juz puszczaja,zbyt zmeczeni tym remontem,
zakupami,jezdzeniem po to i owo,zagryzamy usta.. tesknimy za leniuchowaniem...za pieknem otoczenia,ba wlasnie po to ten remont! Zreszta pomalutku pierwsze kroczki jz widac.. ojjj...
byle do wiosny w naszym ukochanym domuuu!!
niedziela, 6 stycznia 2013
[...] miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało. P.Coehlo
styczen 2013,Nowy Rok,magiczny Sylwester,wlasciwie inny,niepowtarzalny,spontaniczny,ciekawy,wesoly.
Juz styczen,powinnam byc pelna sil witalnych,mocy na wszystkie dzialania,tak jak sobie obiecalam. Nic z tego..Jak z tego balona ,dmuchanego wlasnie w sylwestrowa noc,ktory teraz lezy pod stolem i z dnia na dzien ubywa z niego powietrze,tak wlasnie ze mnie ulatuja sily..Spie dzis caly dzien,budze sie tylko,gdy w brzuchu czuje glod,nawet jedzenie dociera do mnie bez mojego wysilku,wstaje na chwile,by wystawic nos za okno i zachlysnac sie swiezym powietrzem,po czym wracam spowrotem do lozka. Znow zamykam oczy.Nikt dzis nie marudzi,nikt nie krzyczy,pies nie piszczy. Chyba daja mi odpoczac. A ja czuje sie zle,bardzo zle. Chce zamknac oczy i spac, nie mam ochoty uczestniczyc w niczym. Bol w klatce nasila sie,staje sie mocniejszy i mocniejszy,oczy mam przekrwione,ale nie to jest najgorsze. Najgorsze wlasnie,ze wewnatrz jestem rozdarta na miliony strzepkow. Placz,placz,nakazuje serce,lka wiec cichutko,lka wiec i nie przestaje ani na chile. Teskni za sloncem,teskni za radoscia, teskni za blyskiem w oczach,teskni za cieplem ust..ojjjooojjj...
Coz wiec poczac z takim nastawieniem na samym poczatku stycznia,z brakiem sil na cokolwiek, chocby wykonanie starannego makijazu. Gdzie podzial sie promienny usmiech,gdzie wiara i przekonanie,ze wszystko jest tak jak powinno ,ze moje wybory sa sluszne?
Tak wiem..
Juz styczen,powinnam byc pelna sil witalnych,mocy na wszystkie dzialania,tak jak sobie obiecalam. Nic z tego..Jak z tego balona ,dmuchanego wlasnie w sylwestrowa noc,ktory teraz lezy pod stolem i z dnia na dzien ubywa z niego powietrze,tak wlasnie ze mnie ulatuja sily..Spie dzis caly dzien,budze sie tylko,gdy w brzuchu czuje glod,nawet jedzenie dociera do mnie bez mojego wysilku,wstaje na chwile,by wystawic nos za okno i zachlysnac sie swiezym powietrzem,po czym wracam spowrotem do lozka. Znow zamykam oczy.Nikt dzis nie marudzi,nikt nie krzyczy,pies nie piszczy. Chyba daja mi odpoczac. A ja czuje sie zle,bardzo zle. Chce zamknac oczy i spac, nie mam ochoty uczestniczyc w niczym. Bol w klatce nasila sie,staje sie mocniejszy i mocniejszy,oczy mam przekrwione,ale nie to jest najgorsze. Najgorsze wlasnie,ze wewnatrz jestem rozdarta na miliony strzepkow. Placz,placz,nakazuje serce,lka wiec cichutko,lka wiec i nie przestaje ani na chile. Teskni za sloncem,teskni za radoscia, teskni za blyskiem w oczach,teskni za cieplem ust..ojjjooojjj...
Coz wiec poczac z takim nastawieniem na samym poczatku stycznia,z brakiem sil na cokolwiek, chocby wykonanie starannego makijazu. Gdzie podzial sie promienny usmiech,gdzie wiara i przekonanie,ze wszystko jest tak jak powinno ,ze moje wybory sa sluszne?
''Jesteś tym, czym wierzysz, że jesteś.''P.Coehlo
Tak wiem..
Subskrybuj:
Posty (Atom)

